piątek, 31 lipca 2015

Magiczna granica?

Źródło: internet
Przeczytałam ostatnio artykuł o kobiecie, której życie skończyło się po czterdziestce. Nie wiem, skąd ten przesąd, ludzie w obecnych czasach żyją po 80-90 lat, czterdziestka wypada gdzieś w połowie albo nawet przed.

Poza tym, co młoda dziewczyna wie o sobie? Pamiętam sama siebie w wieku osiemnastu lat: romantyczne mrzonki na temat dorosłego samodzielnego życia i ani trochę realizmu. I mimo różnych "przeciwności losu" niewiele się zmieniło w moim postrzeganiu świata przez następne mniej-więcej 10 lat. A kiedy już coś niecoś o sobie wiedziałam, założyłam rodzinę i moje priorytety znowu należało zweryfikować.

Cały ten czas w zmieniających się realiach poszukiwałam siebie. Kim jestem? Czy jestem taka, jak chciałabym być, czy może potrzebna mi praca nad sobą? Jakie są moje potrzeby i czy są one zaspokajane? I jak to jest z tą fizycznością?

Źródło: internet
Jak już pisałam wcześniej: zaakceptowanie swojej osoby bywa trudne, czasem wręcz niemożliwe bez całkowitej zmiany nastawienia. Ja też walczyłam z wewnętrzną potrzebą bycia "piękną", co w moim mniemaniu nierozerwalnie łączyło się ze szczupłym ciałem (przy jednoczesnym minimalnym wysiłku - to wrodzone lenistwo!). Zawsze mnie raziło, że są osoby, również w moim otoczeniu, które całe swoje świadome życie poświęcają, aby stosować kolejne diety, w dążeniu do nierealnej ale wymarzonej sylwetki. Mnie odchudzanie zdarzyło się ze trzy razy w życiu - i tak uważam, że to za dużo!

Teraz doszłam do etapu życia, kiedy wiem, że chciałabym być szczuplejsza, ale nie dążę do tego za wszelką cenę. Ustaliłam plan długoterminowy na dojście do pewnego poziomu i śmieszą mnie krzyczące głośno nagłówki popularnych gazet, które twierdzą że z ich dietą na pewno schudniesz w tydzień i uzyskasz wymarzoną figurę zupełnie bez wysiłku.

Podsumowując: kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, wydawało mi się, że jeśli nie osiągnę czegoś w krótkim czasie, to życie przejdzie mi koło nosa. Przepadną wszelkie szanse na udany związek, dobre macierzyństwo, godną starość. Szybkie działanie miało być gwarancją tych wszystkich zdarzeń. Życie zweryfikowało to przekonanie. Nauczyłam się, że najważniejsze rzeczy potrzebują czasu, żeby dojrzeć i mieć najlepszy smak z możliwych.

Dziś, widząc zbliżającą się czterdziestkę, nie wyrywam włosów z głowy. Jestem świadoma siebie, swoich potrzeb i pragnień. Wiem, że przede mną jeszcze sporo pracy, wciąż jestem zbyt impulsywna i wybuchowa, często mówię szybciej niż myślę. Ale wiem też, że mam najważniejsze rzeczy w życiu: miłość, zaufanie, ciepłe relacje z bliskimi. Moje życie na pewno nie skończy się wraz z nadejściem czterdziestego roku życia. Tyle jeszcze przede mną: upragniona praca, wiele lat macierzyństwa - tak naprawdę jestem dopiero na początku tej ścieżki!), dobre małżeństwo... to wszystko sprawia, że upływ czasu nie wydaje się czymś strasznym :).

Źródło: internet

niedziela, 12 lipca 2015

Moja kolekcja na gorsze dni :)

Ostatnio nasze życie przyspieszyło i nie ukrywam, że wakacje mają z tym wiele wspólnego. Już nie ma powolnego budzenia się o poranku, wyciągania na łóżku z Muminkiem u boku, leniwych czynności do południa... Za to więcej u nas zamieszania, śmiechu i przekomarzania od samego rana. Przez ostatni tydzień dołączył do naszej szalonej ekipy kuzyn dzieciaków, w wieku Małej Mi. W dodatku zaplanowaliśmy mały remont (zaczynamy już jutro), więc pakowanie, pakowanie, bo meble w salonie też będziemy zmieniać. 

Chabry ze spaceru :)
W związku z tym zaczęłam bardziej jeszcze doceniać chwile samotności i spokoju. Chociaż niekoniecznie samotności i niekoniecznie spokoju - chwile szczęścia po prostu. Kolekcjonuję je, zbieram na potem, na momenty zwątpienia i do wspominania. Zimą usiądę przy kominku z kubkiem pachnącej herbaty i przypomnę sobie jak pięknie wyglądały łany zboża przetykane chabrami (wspomnienie ze spaceru z Muminkiem), albo jak pachniała zieleń w zagajniku (wyprawa do sklepu z wszystkimi trzema potworami). Przywołam poranną kawę na tarasie, kiedy dzień dopiero się budził, zanim dzieci wstały. Moment, kiedy Migotek (kuzyn dzieciaków) nauczył się jeździć na dwóch kółkach.

Fajne takie lato - pełne zapachów i smaków. Przygód wymyślonych i przeżywanych naprawdę. A ile jeszcze przed nami! Zaraz malowanie, potem wyjazd "w dzikie ostępy" wschodniej Polski, gdzie zasięg telefoniczny nie ma dostępu, najbliższy sklep w sąsiedniej wsi, a prysznic tylko "pod chmurką" :) . Liczę na ciekawe przygody i tam, miejsce jest fantastyczne, a do tego pełne przyjaciół rzadko widywanych. Tam też z pewnością znajdę mnóstwo szczęśliwych chwil, które nawlekę na sznurek jak koraliki.