 |
| Źródło: Internet |
W dzisiejszych
zabieganych czasach ciężko zatrzymać się, albo choćby
przyhamować, aby zastanowić się nad szeroko pojętym „sensem
istnienia”. Tym bardziej, jeżeli masz do przygotowania całe
święta, bądź ich część (gdy na przykład spędzasz je u
rodziców). Jak bowiem cieszyć się nadchodzącym ogromem pracy,
który trzeba włożyć w przygotowania? Dzieciom jest prościej –
one zwykle mają tylko wypatrywać gwiazdki i grzecznie się
zachowywać (choć to ostatnie wcale nie jest łatwe, jak ostatnio
stwierdziła Mała Mi).
 |
| Źródło: Internet |
Boże
Narodzenie od zawsze było dla mnie najbardziej magicznym świętem w
ciągu roku. I nie wiąże się to bynajmniej z jego religijnym
wydźwiękiem, lecz z atmosferą, która w moim rodzinnym domu
zaczynała panować już od początku grudnia. Mniej więcej około
Mikołaja moja mama zaczynała planować jakie potrawy staną na
wigilijnym stole, zaczynały się tajemnicze szepczące rozmowy
dorosłych, a gdzieś w połowie grudnia w dużym pokoju stawała
pięknie przybrana choinka. Do dzisiaj wspominam smaki i zapachy,
które towarzyszyły mi w tamtych chwilach. Warto w naszych dzieciach
zaszczepić miłość do tradycji, trzymać się pewnych wytycznych,
aby i one miały piękne wspomnienia i aby chciały tę tradycję
przekazać następnym pokoleniom. Nie ma bowiem nic piękniejszego,
niż przepis po prababci, który zachował się do naszych czasów.
Nic nie zastąpi nam ciepła w rodzinnym gronie, gdzie mimo
codziennych trosk wszyscy są uśmiechnięci i choć na chwilę
zapominają, że gdzieś tam świat nadal pędzi do przodu. Uwielbiam
takie momenty i poczucie, że istnieje tylko tu i teraz: jasno
oświetlona, przepięknie ubrana choinka, pyszne dania, w których
głównym składnikiem jest miłość i słodkie dźwięki kolędy.
 |
| Źródło: Internet |
W
swoim życiu przeżyłam wiele kolacji wigilijnych. Zawirowania
życiowe sprawiły, że nic już nie jest dla mnie takie samo, ale
staram się tchnąć ducha świąt w moje dzieci i chyba zaczynam
odnosić niejakie zwycięstwo. Mała Mi już w listopadzie prosi o
puszczanie piosenek świątecznych. Zwykle daję się uprosić, bo
sama je uwielbiam. Znajomi pukają się w głowę, ale przecież te
piosenki tworzą taką cudną atmosferę w domu... że już nie mogę
się doczekać na aromaty nadchodzących świąt. Zresztą co może
być milszego od słuchania tych ciepłych piosenek pod kocem na
kanapie i z kubkiem gorącej herbaty, gdy na dworze wieje i leje,
słońce ciągle chowa się za chmurami, a dni stają się takie
krótkie, że jeszcze dobrze się nie obudzisz, a już wypada iść z
powrotem spać? Ja nie znajduję nic lepszego. No, może filmy
świąteczne jeszcze zdają egzamin. I nie mam na myśli
nieśmiertelnego „Kevina”.
 |
| Źródło: Internet |
Dla
mnie czas przedświąteczny mógłby się zacząć już w styczniu...
i niejako się zaczyna. Znajomi dziwnie na mnie patrzą, kiedy mówię,
że już wtedy zaczynam kupowanie prezentów pod choinkę. Ale po co
czekać do ostatniej chwili? Po co szarpać się z wypłatą? W
grudniu i tak wydatki są zwiększone. Jeśli w ciągu roku trafiam
na coś, co wydaje mi się trafionym prezentem dla konkretnej osoby,
kupuję to i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, a prezent doczeka
do grudnia – pakuję pięknie i oto bez wysiłku i szukania na
ostatnią chwilę – mam upominek dopasowany do gustów
obdarowywanej osoby.
 |
| Źródło: Internet |
Jakby nie było - grudzień jest dla mnie magiczny :) Życzę aby i dla Was był magiczny, tajemniczy i pełen aromatów.
WESOŁYCH ŚWIĄT!