środa, 2 listopada 2016

Jesień już

Źródło: archiwum własne

Nadeszła jesień. Zmiana pór roku w moim wewnętrznym kalendarzu nie następuje zwykle dokładnie wtedy, gdy ma to miejsce w rzeczywistości. Przeważnie wiosnę czuję wcześniej. Lato mogłoby dla mnie trwać cały rok, a zima tylko w grudniu. Ale gdy nadchodzi jesień, kiedy dni stają się pochmurne, ciemne i dżdżyste - wtedy wiem, że kocham jesień całym sercem.


Źródło:archiwum własne
Początek jesieni objawia się u mnie bardzo melancholijnie i nastrojowo. Wyciągam z szafki płyty z bluesem i smooth jazzem: w moim domu zaczynają królować Norah Jones i Diana Krall. Czasem dołączam do nich z kilkoma piosenkami króla Elvisa, albo pojedynczymi utworami innych wykonawców, ale to Norah i Diana są na pierwszym miejscu. Ich ciepłe głosy idealnie komponują się z szarością za oknem. Z ogrodem, który już tylko czeka na ostatnie prace przed zapadnięciem w sen zimowy. Z chłodnymi porankami i wieczorami przy kominku.


Jesień lubię też kiedy jest złota i słoneczna lub pachnąca mokrymi liśćmi i szumiąca wiatrem. Uwielbiam feerię barw, które malują się za oknami i sprawiają, że nie potrafię się smucić. Owszem, mam swoje gorsze dni, kiedy najchętniej zawinęłabym się w kocyk i przespała snem zimowym aż do wiosny... ale nie jest to stan permanentny. Lubię, kiedy wieczory się powoli wydłużają, więcej czasu spędzamy razem, gramy w gry, oglądamy więcej filmów/ bajek/ seriali, których jakoś nie było czasu obejrzeć w lecie, bo grill, bo szkoda wieczoru w domu, jak można w ogrodzie, itp. A potem zapłonie ogień w kominku (bo naprawiony komin i można :D), dom wypełni się zapachami korzennych ciasteczek... zaraz zaraz, jeszcze ciepło na dworze, a ja tu o świętach ;)



Źródło: archiwum własne

No właśnie. Bo jesień - nawet ta wczesna - to pora marzeń i oczekiwania na najbardziej mistyczny czas w roku. Bo jesienią (tak, tak - większość moich znajomych się ze mnie śmieje, ale co tam), jesienią zaczynam nucić kolędy i piosenki świąteczne. Niech no tylko zapachnie pierwszy przymrozek, a ja już czuję ten feel.


Źródło: archiwum własne
W zeszłym roku o tej porze też pisałam post, którego jednak nie umieściłam (z niewiadomych powodów). Pozwoliłam sobie niektóre zdania przytoczyć tutaj, bo w końcu to moje przemyślenia, moje odczucia na temat jesieni, które jakoś drastycznie się nie zmieniły ;) Pisałam jednak chyba trochę wcześniej, bo na końcu umieściłam taki fragment:

...Ale póki co liście zaczynają się wybarwiać na różne kolory, dni są jeszcze ciepłe, wiatr nie dmie tylko powiewa, a słonko nie do końca daje odejść latu. Można umówić się po raz siódmy na "ostatniego grilla w sezonie"...

I tym optymistycznym akcentem :)


PS: Nawet w zimie potrafimy z sąsiadami skrzyknąć się na ognisko, stworzyliśmy sobie takie fajne miejsce i o ile mnie pamięć nie myli, to właśnie tam w zeszłym roku kręcił się sąsiedzki Sylwester :) Także tego... jak już wszystkie "ostatnie" grille przeminą... ;)


Źródło: archiwum własne