 |
| Moje książki kucharskie |
Jestem fanką książek kucharskich. Nie mogę się opanować, gdy widzę pięknie wydaną książkę: kuszącą z okładki fotografią smakowicie wyglądającego dania, którego przepis widnieje w środku. I które - wiem to na pewno - mogłabym przyrządzić. Najchętniej od razu kupiłabym taką książkę, obecnie jednak - ponieważ na moich półkach brak już miejsca - głównie ograniczam się do przeglądnięcia książki w sklepie.
Policzyłam je - posiadam 28 książek i książeczek z przepisami różnej maści, nie licząc takich cieniutkich kupionych jakiś czas temu w Biedronce, każda traktująca na inny temat. Tych jest 13. Do tego kupowane nieregularnie Twoje Smaki Życia [gazetka z Biedronki - naprawdę dobre przepisy tam mają ;)] oraz kilka innych broszur. Sporo tego, prawda?
 |
| Moje książki kucharskie vol.2 |
Moja przygoda z książkami kucharskimi zaczęła się od Nigelli. Na któreś święta w prezencie otrzymałam "Nigella gryzie", a ponieważ lubię przepisy Nigelli, bardzo się ucieszyłam. Książkę przeczytałam "od deski do deski" dwukrotnie, przygotowałam z niej kilka przepisów, kilka jeszcze mam w planie. Następnie, oglądając jeden z programów kulinarnych, zapragnęłam książki Rachel Allen, ówcześnie w Polsce nie do zdobycia. Od czego są jednak przyjaciele? Przyjaciółka, w owym czasie przebywająca w Norwegii, zadośćuczyniła mojemu pragnieniu i tak stałam się dumną posiadaczką anglojęzycznej wersji "Rachel Bake". Kilka przepisów weszło na stałe do mojej kuchni, inne wciąż mam w planie... Wkrótce do kolekcji dołączyły jeszcze 3 Nigelle oraz jedna książka Jamie'ego :) Poza tym otrzymałam kilka różnych sztuk "Kuchni Polskiej", najczęściej korzystam z tej wyżebranej od mamy, wydanej niegdyś przez wydawnictwo Reader's Digest. Z pobytu w Holandii przywiozłam sobie książkę o czekoladzie (mniam!), ze spontanicznej wizyty w Empiku przytachałam do domu kolejną pozycję o wypiekach... Przyjaciółka podarowała mi "Kuchnię Litewską" (ostatnio przeglądałam i na bank niedługo coś z niej przygotuję, już się zaśliniłam).
W nietypowy sposób stałam się właścicielką książki Gordona Ramsaya. Moja siostra, w tym czasie studentka pierwszego roku, stwierdziła, że kupi ją sobie, bo czemu nie? Zaproponowała mi nawet, żebym sobie też kupiła, w końcu obie jesteśmy fankami Gordona. Ale ja właśnie stwierdziłam, że:
- nie mam kasy,
- nie mam miejsca na półce,
- Gordon używa różnych fancy składników i pewnie nigdy z niej nie skorzystam...
i nawet promocyjna cena mnie nie przekonała. Powiedziałam siostrze, że kiedyś sobie od niej pożyczę. Siostra kupiła, usiadłyśmy na ławce i zaczęłyśmy przeglądać dzieło. Już przy zupach zrobiło mi się wesoło, przystawki i ryby mnie rozbawiły, a dania główne doprowadziły do łez ze śmiechu :D Bo na przykład sałatka z przegrzebków, kalmarów i młodych ziemniaków... to przecież takie typowo studenckie danie ;) Albo przepiórki z sosem pomidorowo-estragonowym :) Że nie wspomnę nawet o Casserole z gołębi na szybko :D W związku z powyższym siostra szybko scedowała prawa do książki na mnie, zawierając jakieś tajemnicze umowy z Tatusiem Muminka ;)
 |
| Mój Gordon ;) |
Mam swoich faworytów, oczywiście. Mam również książki, z których jeszcze nigdy nic nie przygotowałam (aczkolwiek zamierzam) ;) Jest też kilka pozycji, które jeszcze chciałabym mieć... Do tych ostatnich należy "Jamie w domu" autorstwa Jamie'ego Olivera. Niestety, ta pozycja nie jest łatwa do "upolowania", ale kiedyś na pewno również jej się doczekam - większość moich książek kucharskich dostałam w prezencie od Tatusia Muminka ;)
 |
| Źródło: internet |
Jakieś pół roku temu stwierdziłam, że nie mam już miejsca na moich "kucharskich" półkach i oznajmiłam głośno, że nie zamierzam więcej nabywać książek kucharskich. W związku z tym ostatnio moją kolekcję zasiliły dwie pozycje: "Przepisy mistrza Pawła Małeckiego" (promocja z Lidla) oraz duża pozycja z Ikei na temat zdrowego żywienia, oszczędności i racjonalnego wykorzystania resztek. Jest tam przepis na gofry bananowe, z którym zamierzam bliżej się zapoznać :)
 |
| Potrawka z ośmiornicą made by me :) |
Uczyniłam również postanowienie (bynajmniej nie noworoczne), że w każdym miesiącu przynajmniej raz przyrządzę jakąś potrawę z moich książek. Chciałabym częściej, ale przy całej tolerancji Tatusia Muminka i Małej Mi do nowości, wydaje mi się, że nie byliby jednak zadowoleni z potraw, których składniki budzą ich wątpliwość ;) Co prawda, kiedy zrobiłam ośmiornicę z ryżem (przepis z broszurki Biedronki), Mała Mi spróbowała i nawet nie krzywiła się za bardzo, ale Tatuś wzdrygnął się na samą myśl, że miałby tego próbować. W ogóle Mała Mi co raz częściej wykazuje podobieństwo do mnie, jeśli chodzi o próbowanie nowych smaków (co bardzo mnie cieszy). Zobaczymy zatem, jak wypadnie moje postanowienie. Wymaga to ode mnie planowania, a nie tego, co robię ostatnio najlepiej: pójścia na kulinarny żywioł ;) Zresztą te wymyślane przeze mnie naprędce przepisy, w których najczęściej po prostu biorę pod uwagę tylko to, co mam w domu, wypadają całkiem przyzwoicie. Może jeszcze nie nadaję się do Masterchefa, ale moja rodzina się nie skarży :)
A poniżej dwie książki, które jakiś czas temu wypatrzyłam w Empiku i od tego czasu spać po nocach za nimi nie mogę ;)
 |
| Źródło: internet |