![]() |
| Źródło: internet |
Mała Mi idzie od września do szkoły. Nie do końca rozumiem o co ta cała awantura, że sześciolatki idą do szkoły. Większość dzieci nowego pokolenia spędza gro czasu przed ekranem telewizora, komputera lub tabletu. Jeśli to ma być dzieciństwo, to wolę, żeby te same dzieci poszły do szkoły i przynajmniej czegoś się nauczyły. Pamiętam, jak twardo zastrzegałam się, że Mała Mi nie będzie siedziała przed komputerem, zanim nie pójdzie co najmniej do szkoły. Cóż, życie weryfikuje poglądy.
Mała Mi nie posiada własnego tabletu [już mnie dzieci sąsiadów pytały dlaczego ;)], na komputerze może czasami pograć w sprawdzone przeze mnie gry i to wyłącznie w weekendy (chociaż nie jestem z tego dumna), telewizję ostatnio raczej odrzuca sama z siebie (nie żeby była takim idealnym dzieckiem, bajki na dvd mogłaby oglądać bez przerwy, jakby jej ktoś pozwolił). Ale i tak uważam, że za dużo czasu spędza nie robiąc tego, co my w tym wieku: bawiąc się na dworze.
![]() |
| Źródło: internet |
Ale wracając do tematu szkoły - w Holandii do szkoły obowiązkowo idą dzieci w wieku czterech lat. Przy czym - o ile urodziny nie wypadają w wakacje - w dniu czwartych urodzin dziecko wędruje do szkoły pierwszy raz. Kilka pierwszych dni lub tygodni na dwie-trzy godziny, ale później już w pełni uczestniczy w zajęciach. Oczywiście nie są to zajęcia fizyki kwantowej - pierwsze dwa lata to raczej nauka języka niderlandzkiego (w Holandii jest bardzo dużo imigrantów, którzy w domach posługują się własnymi językami, w związku z czym dzieci idąc do szkoły nie potrafią posługiwać się jezykiem niderlandzkim). W wieku sześciu lat zajęcia przypominają trochę "zerówkę", a trochę odpowiadają naszej polskiej pierwszej klasie. A jednak. Cztery lata = obowiązek szkolny.
Skąd to wiem? Przez jakiś czas mieszkałam w Holandii, zajmując się dziećmi. Pod opieką miałam trójkę dzieci w wieku 1,5 - 3,5 - 5,5. Byłam więc świadkiem zmian dokonujących się w życiu owych dzieci. Dodatkowo kilka razy zdarzyło mi się być świadkiem zajęć w szkole (zarówno na poziomie 4-latka, jak i 6-latka). Dlatego nie widzę problemu w zmianach wprowadzanych w Polsce - oby tylko program szkolny był dopasowany poziomem do możliwości poznawczych dzieci. Ale o tym przekonam się już we wrześniu...
Skąd to wiem? Przez jakiś czas mieszkałam w Holandii, zajmując się dziećmi. Pod opieką miałam trójkę dzieci w wieku 1,5 - 3,5 - 5,5. Byłam więc świadkiem zmian dokonujących się w życiu owych dzieci. Dodatkowo kilka razy zdarzyło mi się być świadkiem zajęć w szkole (zarówno na poziomie 4-latka, jak i 6-latka). Dlatego nie widzę problemu w zmianach wprowadzanych w Polsce - oby tylko program szkolny był dopasowany poziomem do możliwości poznawczych dzieci. Ale o tym przekonam się już we wrześniu...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz