czwartek, 30 kwietnia 2015

Co z tymi szczepionkami?

Byłam wczoraj na szczepieniach z Muminkiem.

Zupełnie nie rozumiem rodziców, którzy podejmują decyzję o nieszczepieniu swoich dzieci. Nie chcą chronić swoich pociech przed groźnymi dla nich chorobami? A najgorsze jest to, że kiedy jakaś choroba wymknie się spod kontroli (a dzieje się tak wtedy, gdy zaszczepialność jest za niska), to oni pierwsi robią raban i szum. Od razu dowiadujemy się, że:


  •     epidemia nadciąga
  •     albo co najmniej kataklizm
  •     zbliża się armagedon
  •     a jeśli nawet nie, to i tak jesteśmy potępieni

:)



Trochę przekoloryzowałam, ale prawda jest taka, że świadomość odnośnie szczepionek jest raczej niska w narodzie. Winę za ten stan rzeczy w dużej mierze ponosi internet i fakt, że można w nim znaleźć dosłownie wszystko - ale głównie negatywy - na prawie każdy temat. Mały przykład. Moja siostra ostatnio do mnie dzwoni i pyta co to może być, jak jej się strasznie zaczęły rozdwajać paznokcie i robią się jej dziwne przebarwienia na nich. Powiedziałam, że nie wiem, ale pewnie jakichś witamin brakuje i żeby sprawdziła w necie, co piszą na ten temat. Na co ona stwierdziła, że już sprawdzała i dowiedziała się, że umiera na wszystko ;)

Tak samo jest ze szczepieniami. Wystarczy otworzyć jakąkolwiek stronę www, a dowiemy się, że szczepionki to zło i szatani. Że ze szczepionek nie ma nic dobrego, wręcz przeciwnie: autyzm, ADHD, choroby nowotworowe, opóźnienia w rozwoju - wszystko to wina szczepionek.

Nie powiem, historie "z życia wzięte" dostępne w internecie budzą pewne wątpliwości. Bez wątpienia u jakiegoś odsetka dzieci występują niepożądane odczyny poszczepienne. Być może faktycznie zanim nastąpiła taka nagonka na producentów, w składzie szczepionek można było doszukać się składników niebezpiecznych (np. osławiony tiomersal). Osobiście wierzę, że szczepionki - zgodnie ze swoim przeznaczeniem - pomagają, a nie szkodzą. W końcu nasze pokolenie było szczepione i nie widać po nas spustoszeń dokonanych przez "toksyczne" szczepionki.

Dla wszystkich, którzy wątpią w szczepionki i dla tych, którzy w nie wierzą dziś mam komiks:














Źródło: internet


Zapraszam do dyskusji :)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Bo fantazja jest od tego...

Źródło: Internet
Dzieciństwo kojarzy mi się z wieloma rzeczami, ale głównie z wykorzystywaniem własnej wyobraźni. Kiedyś nie było zabawek tak dosłownych, jak dzisiaj. Nie miałam zabawkowego żelazka, pralki, odkurzacza... A jednak nauczyłam się tych sprzętów używać (w odpowiednim momencie). Moje zabawy polegały w większej części na wyobrażaniu sobie wszystkich "przyległości". Za zamek wystarczyła stara ławka w parku, za marchewkę do zupy kawałek patyka, a najlepszym szczypiorkiem był ten z trawy ;). Nie posiadałam całego zestawu filiżanek, spodeczków, plastykowych babeczek, owoców (koleżanka miała, ale to był czad!), a i tak wydawałam herbatki dla lalek o wiele częściej, niż Mała Mi, która jak dla mnie ma aż za dużo dosłownych zabawek. Kiedy przychodzą święta związane z prezentami, albo urodziny, dostaję szczękościsku, widząc te wszystkie ogromne zestawy zabawek, którymi i tak ona będzie się bawiła 5 minut, które nie rozwiną jej kreatywności, ani logiki, czy inteligencji, a tylko zagracą pokój.

Źródło:Internet
Od jakiegoś czasu uczymy Małą Mi grać w gry planszowe. Zaczęliśmy od takich typowo dziecięcych, by powoli przechodzić do bardziej zaawansowanych. Dzięki temu, że rozpuściliśmy informację na ten temat wśród rodziny i znajomych, po ostatnich urodzinach Mała Mi wzbogaciła się o kilka planszówek :) Nie, żebym broniła jej bawić się innymi rzeczami, sama zapaliłam się do jednej serii lalek i dzięki temu na urodziny zgarnęła aż trzy sztuki, w dodatku te upragnione przez nią. Ja też miałam Barbie w jej wieku, nie popadajmy w przesadyzm ;)

Źródło: Internet
Od niedawna widać trend powracania do zabawek rozwijających kreatywność, rynek zalewają coraz to nowe "zestawy kreatywne": koraliki, notesy do projektowania strojów, obrazy do wyklejania, różne gadżety, ktore można pokolorować samemu... jednak mam wrażenie, że to wszystko robione jest jakby "na siłę" i również w tych zabawkach widać aż do przesady pewną dosłowność. Dziecko tak naprawdę dostaje instrukcję obsługi takiego zestawu, zgodnie z którą ma ten zestaw użytkować. Brak pełnej dowolności. Bo jeśli nawet mam koraliki, to może nie chcę z nich robić biżuterii, tylko nakleić na kartkę, tworząc niebanalny obrazek?

Źródło: Internet
Pozwalam Małej Mi dowolnie eksperymentować w tej kwestii, namawiałam ją do tego od kiedy miała jakieś dwa lata. Robiłyśmy sobie takie wspólne sesje "prac plastycznych" i kolorowałyśmy, rysowałyśmy, wyklejałyśmy, etc. Nasze pudełko z akcesoriami rosło i rosło. Od niedawna Mała Mi robi sama kartki na święta - może nie są takie cudnie akuratne, jak te ze sklepu, ale ile frajdy ma dziecko i jaka duma, że te kartki potem są rozsyłane z życzeniami :) Efekt ogólny jest taki, że Mała Mi uwielbia wszelkie prace plastyczne, ale i tak w innych zabawach wykorzystuje efekt "dosłowności". Choć przyznać muszę, że coraz częściej widzę u niej tendencję do uruchamiania wyobraźni :)


niedziela, 26 kwietnia 2015

Tydzień z rodziną

Źródło: internet
Przygotowuję się psychicznie na następny tydzień. I nie dlatego,że nie lubię poniedziałków - nie są takie straszne, a nawet fajne :) Wiem, zaliczam się do wyjątków, ale nigdy poniedziałki nie były dla mnie jakieś przerażające. Tym razem jednak tydzień zapowiada się trudny. Tatuś Muminka jakiś chory, chrypie, zipie i generalnie niezbyt dobrze się czuje. Z tej okazji odwiedził miejscowego szarlatana zwanego lekarzem... Cóż, cały tydzień spędzimy wspólnie, a ponieważ to on w drodze do pracy wozi córkę do przedszkola, również Mała Mi pozostanie w domu z nami do towarzystwa.

Kocham moją rodzinkę, ale cały tydzień z nimi w domu, podczas gdy choć jedno z nich choruje... No nie. Ponieważ chory jest Tatuś, a chory facet... No wiecie... Na szczęście testament już spisany, a sznury do wiązania Małej Mi przygotowane ;) No dobra, żartuję, spytam go o ten testament jak się obudzi ;) Z Małą Mi też sobie poradzę, wykończę dzieciaka spacerami ;) Tak przy okazji, w ogóle nie rozumiem zjawiska. Mała Mi może biegać, jeździć na rowerze lub hulajnodze (a ostatnio nawet na wrotkach) godzinami, a gdy tylko wychodzimy na spacer i właśnie jesteśmy za bramą, to jęczy że ją nogi bolą. O co kaman?

W dodatku mam niemałą pracę do wykonania, potrzebuję względnego spokoju i czasu, czasu, czasu... Niemożliwe przy kręcących się wszędzie ciągle ludziach, wymagających mojej uwagi, odpowiadania na pytania, żądających jakiegoś jedzenia, itd, itp... Ej, pewnie dlatego lubię poniedziałki! Po prostu dostaję dawkę spokoju i ciszy, puszczamy sobie z Muminkiem muzykę (albo i nie) i powoli egzystujemy sobie naszym stałym rytmem :) W ciszy. I w spokoju. Hej, pisałam już o ciszy? ;)

Tak więc nastawiam się psychicznie na nadchodzący tydzień. Będzie głośno i gwarnie. Pewnie pod koniec tygodnia wszyscy będziemy mieli dość :) Ale powiem wam, że właśnie postanowiłam, że będzie fajnie. Spędzimy razem trochę czasu, pogramy z Małą Mi w różne gry planszowe, posiejemy kwiaty, będziemy chodzić na spacery i ogólnie bawić się świetnie :D

Czego i wam życzę na nadchodzący tydzień.
Z pozdrowieniami
Mamusia Muminka




Źródło: internet
 PS: A już za kilka lat nasz ogródek będzie wyglądał właśnie tak :)

sobota, 25 kwietnia 2015

Notka na dobranoc

Źródło: internet

Spokój. Samotna lampa rzuca ciepłe światło na pokój, po kątach czają się cienie. Lubię takie chwile, kiedy cały dom pogrążony jest w ciszy, a moje myśli nie pędzą jak szalone, tylko powoli przygotowują się na spoczynek. Lubię napić się wtedy mleka, z norweskiego kubeczka (kiedyś zbierałam kubeczki, dziś zostało mi ich tylko kilka, ale tych dla mnie najważniejszych). Lubię obejrzeć spokojny film, nic strasznego, czy bardzo śmiesznego.
Jestem introwertykiem, nie lubię przesadnego hałasu, za dużo ludzi dokoła - zamiast tego wolę ciepły kocyk, miękką poduszkę i dobrą książkę. Bardzo lubię organizować spotkania ze znajomymi i rodziną, ale jak dla mnie na organizowaniu mogłoby się skończyć. Kiedy już wyjdę z kuchni, stół jest przystrojony i wszystko wygląda pięknie... wtedy niech do tego stołu siadają inni - ja położę się z książką na łóżku i posłucham odgłosów z salonu - nie czuję, że muszę w tym uczestniczyć. Są oczywiście wyjątki. Są tacy ludzie, przy których milczenie jest rozmową, którzy z zasady wchodzą do kuchni i szykują to spotkanie razem ze mną. Gdzie jedzenie i wspólne spędzanie czasu to tylko część całości - bardzo złożonej, a jednak prostej. Dobrze ich mieć :)
Melancholijnie wyszło jakoś. Pewnie pora nastraja. Idę przykryć Małą Mi, ostatnio bardzo się rozkopuje w nocy. Potem odpłynę w krainę snu, dopóki Muminek pozwoli ;)

Dobranoc...

piątek, 24 kwietnia 2015

Czy można ich mieć za dużo?

Źródło: internet

Jako, że wiosna za oknem i lato się zbliża wielkimi krokami, przytachałam drabinę z piwnicy i wdrapałam się na nią, co by obszukać górne półki szafy w przedpokoju. Pamiętałam mgliście, że mam tam jakieś buty letnie i chciałam sprawdzić co muszę dokupić na nadchodzący sezon. W wyniku obdukcji strasznie zapchanych półek okazało się, co następuje:

1. butów na koturnie mam 4 pary, w tym jedne to półbuty (ukochane), reszta sandały (Jedne tak eleganckie i wysokie, że nie miałam ich na nogach ani razu. To znaczy owszem, miałam, ale wyłącznie w celu ponoszenia "po domu", żeby się noga przyzwyczaiła. Nie miała do czego się przyzwyczajać...);

2. baleriny, sztuk 8, co oznacza również 4 pary, w tym jedne kupione ciutkę za wąskie (ale jakie piękne!), w celu rozchodzenia - wyszłam w nich z domu dokładnie zero razy. Resztę noszę, gdyż baleriny generalnie uwielbiam, może nawet kiedyś poświęcę im osobny wpis, chociaż generalnie są to kompletnie aseksualne buty, chyba, że ma się stopę jak Audrey Hepburn (a ja nie mam);

3. czółenka par 3. Wszystkie czarne, jak mniemam kupowałam je "aby mieć coś na wyjście". Jedne są za małe o numer, za to mają czerwoną podeszwę i mogą udawać Laboutiny (przy dużej dozie ślepoty). Nawet w nich chodziłam ze trzy razy, zanim zaczęły mnie boleć stopy od samego patrzenia na nie... Drugie w szpic, trochę w nich śmigałam, ale czasy świetności mają już za sobą, a trzecie proste, kupione natentychmiast na pogrzeb, okazały się o pół numeru za małe. Ale stwierdziłam to dopiero po całym dniu na nogach. Teraz noszone okazyjnie, ale z bólem;

4. sandały płaskie 3 pary. Jedne odkryłam dzisiaj w pudełku, zupełnie nienoszone i generalnie o nich zapomniałam. Nie wiem dlaczego, bo są całkiem fajne, zamierzam je eksploatować w tym sezonie. Pozostałe pary nosiłam w zeszłym roku;

5. szpilki, jedna para - mega piękne czarne szpile wyjściowe. Nie umiem chodzić na szpilkach, ale te kilka razy ubierałam, głównie na imprezy typu: wyjdź z domu do samochodu, wyjdź z samochodu przed drzwiami, gdzie odbywa się impreza, siedź na krześle na imprezie, wróć autem :) Przeważnie już w aucie zdejmowałam je z nóg i z wielkim bólem wkładałam na przejście z auta do domu (te nierówne chodniki). Obecnie są na mnie za małe (jak wiadomo z wiekiem noga się rozklepuje na szerokość), ale trzymam je z sentymentu, bo takie piękne :)

6. sandały na obcasie, również jedna para, również wyjściowa. Śliczne są i głównie dla tej śliczności je kupiłam ;) mega niewygodne, źle uszyte, nie trzymają się stopy, paseczki się ześlizgują... a może to tylko ja mam takie koślawe stopy. W każdym razie ich ostatnie wyjście wyglądało tak, że na imprezie firmowej elegancko sunęłam na miejsce siedzące (bo spadają te cholerne paseczki), a po części oficjalnej wskoczyłam szybko w balerinki :D ;

7. no i wreszcie dochodzimy do japonek/ klapek. Najbardziej aseksualne buty świata, biją na głowę nawet balerinki :) Ale... są też megawygodne, noga w nich się nie wykręca i niezrównane na upały. Posiadam 5 par, przy czym zapomniałam na śmierć, że kiedyś zainwestowałam i jedne mam nawet od Lasockiego i to w moim ulubionym kolorze. Reszta się nie liczy, kupione ad hoc, głownie na przecenach, jednych nawet nie miałam chyba na nogach, albo może raz... bo nie pamiętam. I tak najbardziej kocham te z Biedronki za 14,99. Co roku sobie nowe kupuję i nie żałuję, bo są bardzo wygodne, nic nie uwiera i śmigam w nich całe lato.

Wniosek nasuwa się sam: mam 21 par butów (nie licząc zimowych), z których w co najmniej połowie nie chodzę i chodzić nie będę. Trzeba się ich pozbyć... i zastąpić nowymi, bo jak wiadomo nie ma to jak nowa para butów :D


A kiedyś...  będę miała taką szafę na buty, jak Carrie Bradshaw :)

Źródło: internet

Źródło: internet

czwartek, 23 kwietnia 2015

Tytułem wstępu

Witam. Mam na imię... A nie, to nie o to chodziło.

źródło: internet
O czym będzie ten blog? O życiu, takim zwykłym, codziennym... ale mam nadzieję, że moje przemyślenia niekoniecznie okażą się takie zwykłe. A jeśli nawet, to jest przecież szansa, że ktoś się z nimi utożsami, albo pomogą komuś chociażby się uśmiechnąć. Kiedyś jeden z tych śmiesznych internetowych testów wykazał, że powinnam zostać psychoterapeutą... coś w tym może być, od niepamiętnych czasów (no nie, aż TAKA stara nie jestem!) wszyscy mi się zwierzali, a nawet zdarzało się, że oczekiwali rad. Więc może potraktujcie zawartość tego bloga jako formę psychoterapii - jako i ja czynię - i poczytajcie na zdrowie! :) 

Może czasem będzie melancholijnie, ale to raczej jesienią, ewentualnie zimą. Jakby co, możecie mnie lekko kopnąć, czasem pomaga na zmianę nastroju. Raczej nie zamierzam być śmiertelnie poważna, choć mogą się zdarzyć wyjątki ;)

Skąd ta nazwa? - spytacie. Ostatnio próbowałam dopasować naszą rodzinę do którejś bajki i tak mi wyszło: ja jestem Mamusią Muminka, małż - Tatusiem Muminka, świeżo zamieszkały z nami potomek - Muminkiem, a sześcioletnia córcia - no ona to zdecydowanie ostatnio jest Małą Mi ;)

No dobrze, przyznam się: to jest moja trzecia próba blogowania. Podstawowym błędem było to, że poprzednie blogi były tematyczne, przez co mocno zawężały pole działania. Ostatnio mnie kusi, żeby do nich wrócić. Może odświeżyć, może dalej poprowadzić... Póki co, na bazie przemyśleń własnych postanowiłam spróbować nie zamykać się w sztywnych ramach. Zobaczymy co z tego wyniknie :D

Do poczytania zatem!
För att läsa! [jak powiedziałaby Tove Jansson ;) ]