![]() |
| Źródło: internet |
Przygotowuję się psychicznie na następny tydzień. I nie dlatego,że nie lubię poniedziałków - nie są takie straszne, a nawet fajne :) Wiem, zaliczam się do wyjątków, ale nigdy poniedziałki nie były dla mnie jakieś przerażające. Tym razem jednak tydzień zapowiada się trudny. Tatuś Muminka jakiś chory, chrypie, zipie i generalnie niezbyt dobrze się czuje. Z tej okazji odwiedził miejscowego szarlatana zwanego lekarzem... Cóż, cały tydzień spędzimy wspólnie, a ponieważ to on w drodze do pracy wozi córkę do przedszkola, również Mała Mi pozostanie w domu z nami do towarzystwa.
Kocham moją rodzinkę, ale cały tydzień z nimi w domu, podczas gdy choć jedno z nich choruje... No nie. Ponieważ chory jest Tatuś, a chory facet... No wiecie... Na szczęście testament już spisany, a sznury do wiązania Małej Mi przygotowane ;) No dobra, żartuję, spytam go o ten testament jak się obudzi ;) Z Małą Mi też sobie poradzę, wykończę dzieciaka spacerami ;) Tak przy okazji, w ogóle nie rozumiem zjawiska. Mała Mi może biegać, jeździć na rowerze lub hulajnodze (a ostatnio nawet na wrotkach) godzinami, a gdy tylko wychodzimy na spacer i właśnie jesteśmy za bramą, to jęczy że ją nogi bolą. O co kaman?
W dodatku mam niemałą pracę do wykonania, potrzebuję względnego spokoju i czasu, czasu, czasu... Niemożliwe przy kręcących się wszędzie ciągle ludziach, wymagających mojej uwagi, odpowiadania na pytania, żądających jakiegoś jedzenia, itd, itp... Ej, pewnie dlatego lubię poniedziałki! Po prostu dostaję dawkę spokoju i ciszy, puszczamy sobie z Muminkiem muzykę (albo i nie) i powoli egzystujemy sobie naszym stałym rytmem :) W ciszy. I w spokoju. Hej, pisałam już o ciszy? ;)
Tak więc nastawiam się psychicznie na nadchodzący tydzień. Będzie głośno i gwarnie. Pewnie pod koniec tygodnia wszyscy będziemy mieli dość :) Ale powiem wam, że właśnie postanowiłam, że będzie fajnie. Spędzimy razem trochę czasu, pogramy z Małą Mi w różne gry planszowe, posiejemy kwiaty, będziemy chodzić na spacery i ogólnie bawić się świetnie :D
Kocham moją rodzinkę, ale cały tydzień z nimi w domu, podczas gdy choć jedno z nich choruje... No nie. Ponieważ chory jest Tatuś, a chory facet... No wiecie... Na szczęście testament już spisany, a sznury do wiązania Małej Mi przygotowane ;) No dobra, żartuję, spytam go o ten testament jak się obudzi ;) Z Małą Mi też sobie poradzę, wykończę dzieciaka spacerami ;) Tak przy okazji, w ogóle nie rozumiem zjawiska. Mała Mi może biegać, jeździć na rowerze lub hulajnodze (a ostatnio nawet na wrotkach) godzinami, a gdy tylko wychodzimy na spacer i właśnie jesteśmy za bramą, to jęczy że ją nogi bolą. O co kaman?
W dodatku mam niemałą pracę do wykonania, potrzebuję względnego spokoju i czasu, czasu, czasu... Niemożliwe przy kręcących się wszędzie ciągle ludziach, wymagających mojej uwagi, odpowiadania na pytania, żądających jakiegoś jedzenia, itd, itp... Ej, pewnie dlatego lubię poniedziałki! Po prostu dostaję dawkę spokoju i ciszy, puszczamy sobie z Muminkiem muzykę (albo i nie) i powoli egzystujemy sobie naszym stałym rytmem :) W ciszy. I w spokoju. Hej, pisałam już o ciszy? ;)
Tak więc nastawiam się psychicznie na nadchodzący tydzień. Będzie głośno i gwarnie. Pewnie pod koniec tygodnia wszyscy będziemy mieli dość :) Ale powiem wam, że właśnie postanowiłam, że będzie fajnie. Spędzimy razem trochę czasu, pogramy z Małą Mi w różne gry planszowe, posiejemy kwiaty, będziemy chodzić na spacery i ogólnie bawić się świetnie :D
Czego i wam życzę na nadchodzący tydzień.
Z pozdrowieniami
Mamusia Muminka
![]() | |||
| Źródło: internet |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz