poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Bo fantazja jest od tego...

Źródło: Internet
Dzieciństwo kojarzy mi się z wieloma rzeczami, ale głównie z wykorzystywaniem własnej wyobraźni. Kiedyś nie było zabawek tak dosłownych, jak dzisiaj. Nie miałam zabawkowego żelazka, pralki, odkurzacza... A jednak nauczyłam się tych sprzętów używać (w odpowiednim momencie). Moje zabawy polegały w większej części na wyobrażaniu sobie wszystkich "przyległości". Za zamek wystarczyła stara ławka w parku, za marchewkę do zupy kawałek patyka, a najlepszym szczypiorkiem był ten z trawy ;). Nie posiadałam całego zestawu filiżanek, spodeczków, plastykowych babeczek, owoców (koleżanka miała, ale to był czad!), a i tak wydawałam herbatki dla lalek o wiele częściej, niż Mała Mi, która jak dla mnie ma aż za dużo dosłownych zabawek. Kiedy przychodzą święta związane z prezentami, albo urodziny, dostaję szczękościsku, widząc te wszystkie ogromne zestawy zabawek, którymi i tak ona będzie się bawiła 5 minut, które nie rozwiną jej kreatywności, ani logiki, czy inteligencji, a tylko zagracą pokój.

Źródło:Internet
Od jakiegoś czasu uczymy Małą Mi grać w gry planszowe. Zaczęliśmy od takich typowo dziecięcych, by powoli przechodzić do bardziej zaawansowanych. Dzięki temu, że rozpuściliśmy informację na ten temat wśród rodziny i znajomych, po ostatnich urodzinach Mała Mi wzbogaciła się o kilka planszówek :) Nie, żebym broniła jej bawić się innymi rzeczami, sama zapaliłam się do jednej serii lalek i dzięki temu na urodziny zgarnęła aż trzy sztuki, w dodatku te upragnione przez nią. Ja też miałam Barbie w jej wieku, nie popadajmy w przesadyzm ;)

Źródło: Internet
Od niedawna widać trend powracania do zabawek rozwijających kreatywność, rynek zalewają coraz to nowe "zestawy kreatywne": koraliki, notesy do projektowania strojów, obrazy do wyklejania, różne gadżety, ktore można pokolorować samemu... jednak mam wrażenie, że to wszystko robione jest jakby "na siłę" i również w tych zabawkach widać aż do przesady pewną dosłowność. Dziecko tak naprawdę dostaje instrukcję obsługi takiego zestawu, zgodnie z którą ma ten zestaw użytkować. Brak pełnej dowolności. Bo jeśli nawet mam koraliki, to może nie chcę z nich robić biżuterii, tylko nakleić na kartkę, tworząc niebanalny obrazek?

Źródło: Internet
Pozwalam Małej Mi dowolnie eksperymentować w tej kwestii, namawiałam ją do tego od kiedy miała jakieś dwa lata. Robiłyśmy sobie takie wspólne sesje "prac plastycznych" i kolorowałyśmy, rysowałyśmy, wyklejałyśmy, etc. Nasze pudełko z akcesoriami rosło i rosło. Od niedawna Mała Mi robi sama kartki na święta - może nie są takie cudnie akuratne, jak te ze sklepu, ale ile frajdy ma dziecko i jaka duma, że te kartki potem są rozsyłane z życzeniami :) Efekt ogólny jest taki, że Mała Mi uwielbia wszelkie prace plastyczne, ale i tak w innych zabawach wykorzystuje efekt "dosłowności". Choć przyznać muszę, że coraz częściej widzę u niej tendencję do uruchamiania wyobraźni :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz